W BESKIDZIE INDYJSKIM

pomiędzy zwrotnikami
Raka i Koziorożca

Tak, generalnie chodzi o czekanie na deszcz. Bo podniecająca woń deszczu po burzy, jest głównym ingredientem zapachu Ropki N°5. Ponoć potrafi hipnotyzować nawet syreny. Opady mamy w dwóch porach roku: zimokrej i letniej. Ale bywa i sakramencko upalnie. W naszym Oriencie czujemy się między-zwrotnikowo tym bardziej, że Aśka jest Rakiem, a Jacek Koziorożcem. Tropiki (tropicus – łac. zwrotnik) panują tylko wewnątrz, zwłaszcza gdy włączamy wszystkie baterie ognia: w kominkach, podłogach, świecach…

Pora zimokra w BeNiu różni się od himalajowej tym, że na Dachu Świata trwa 6 miesięcy, a tutaj z jakieś 8. Trzeba jednak zaznaczyć, że i wtedy zdarzają się epizody krótkich spodenek, opalaczy oraz frywolnych fatałaszków. Bywa też tak, że latem potrafi nam dozimnić, nie mówiąc o dolaniu. Zatem drodzy, nieustraszeni i niezrażeni Masalowicze, bierzcie ze sobą: kurtki, poncza, peleryny, parasole, skarpety, tudzież gumiaki, a bardziej ambitni – chcący ćwiczyć mimikrę – niechże wyposażą się w twarzowe gumofilce. Do piersiówek dolewamy na miejscu.