KARMIMY VEG I NONVEG

zdarza nam się
zaszaleć
pod okapem

Alians dwojga: Beskidu i Masali, to wyraz eksperymentowania z fusion, co w interiorze naszej kuchni skutkuje mariażem orientalnych smaków. Naszą domeną są sowite śniadania. Dla zdrowotności korzystamy z podszeptów mądrości ludowych, w tym ayurwedy. Czujemy miętę do gotowania (gdy gotujemy) i lubimy widzieć, że naszym Gościom smakuje. Im bardziej czujemy, tym bardziej gotujemy. Dwa razy w tygodniu urządzamy etnodinnery, czyli smakowanie kuchni: indyjskiej (zawsze sobota) oraz karpackiej, lubo innej np. greckiej, bałkańskiej etc. (środek tygodnia – do ustalenia z gośćmi). W pozostałe dni bywają jednodaniowe kolacje na ciepło z ekstrasami. Zdarza się, że nie mamy weny do pichcenia, albo to wena nie ma nas, więc wysyłamy gości do pobliskich, zaprzyjaźnionych jadłodajni.

Zdarza nam się zaszaleć pod okapem. Skutkiem tego na stole ląduje np. induschabowy, uosabiający nieujawnioną dotąd dwoistość natury schaboszczaka. W spiżarni naszej AKuKuchni spotykają się: zioła z łąk, dary lasu, filigranowe jabłka z połemkowskich jabłoni, grzyby, miody lokalne, ingrediencje swojskie i przyprawy kolonialne. Te udanie wzmagają kuszenie ku rzeczom cielesnym. Medium to dzika woda z głębinowego wwiertu w Beskid.

Porą roślinną musowo urządzamy wiosałatki w kompozycjach z ziela i z własnych niepsikanych warzyw, które pospołu dostarczają: zagajniki i Asiowy zaczarowany ogródek. Zapraszamy do stołu pokrzywy do zupy „popo”, a także podbiał, w który zawijamy kurkowe gołąbki oraz inne, niespodziewające się takiego awansu, zielska. Gościmy nawet wulgarny wrotycz, zaczarowujący mięsa w mięsiwa.

Zima zaś to czas otwierania przetworów i oblizywania palców słodkich od konfitur. Acha, jeszcze jedno. Prokurujemy też własne wyroby, np. barszcze, octy prawdziwe, soki – pod znakiem Syropek z Ropek; oraz antidota kuracyjne, np. z wiązówki mającej sporo naturalnej witaminy C.

बोन एपीटिट – smacznego